Wielkie odkrycie

To nie było zwykłe odnalezienie zguby. To było wielkie odkrycie…

Dziewczynka nerwowo zbierała do wiaderka zabawki z piaskownicy. Grabki – są. Łopatka – jest. Foremki gwiazdki – są. Szczoteczka do czyszczenia – jest. Ale gdzie jest foremka do lodów? Wyciągnęła łopatkę z wiaderka i zaczęła przekopywać piasek coraz szybciej i szybciej. Wiedziała, że gdy mama zawoła drugi raz, to trzeciego razu już nie będzie. Będzie musiała wracać natychmiast, inaczej mama przyjdzie po nią osobiście, a wtedy skończą się żarty. Idą na urodziny babci, a ona musi jeszcze przebrać się w odświętne ubranie.

Łzy zaczęły napływać jej do oczu. „Nie zdążę, po prostu nie zdążę” – pomyślała z rozpaczą, a w piersi poczuła nieprzyjemne kłucie.

Wtedy, tuż za jej plecami, rozległ się cichy szelest liści krzewu i niemal niesłyszalne chrząknięcie. Olga drgnęła. Przy jej wiaderku stał krasnoludek w czerwonej spiczastej czapce.

– Co zgubiłaś? – zapytał, mrużąc wesołe oczy.

– Foremkę do lodów – pociągnęła nosem, ocierając policzek brudną od piasku rączką.

– Jakiego koloru?

– Żółta, jak cytryna. Tu już wszystko sprawdziłam. Weź moje grabki i pomóż mi, proszę, tam pod krzakiem – wskazała paluszkiem zacieniony kąt piaskownicy.

Krasnoludek z dziwną lekkością machał grabkami, aż nagle znieruchomiał.

– Olga! Patrz, co tu leżało pod korzeniami – zawołał, wyciągając z piasku coś, co w niczym nie przypominało żółtej foremki.

– Skąd znasz moje imię? – zdziwiła się dziewczynka.

– Bywam tutaj bardzo często. Czasem codziennie. Słyszę, jak na was wołają – uśmiechnął się szeroko. – Jestem Stasio. Stasio ze Szkaradkowa.

Olga zmarszczyła brwi. Znała wiele bajek o krasnalach, ale o szkaradkowych nie słyszała nigdy.

– Nie znam Szkaradkowa – stwierdziła.

– Możesz to wykopalisko wyszorować swoją szczoteczką? – zapytał.

Olga przyjrzała znalezisku. Wyglądało jak płaski krążek. Było ciężkie i grube, oblepione skorupą z piasku niczym szary pancerz. Wyjęła z wiaderka szczoteczkę i zaczęła szorować, mocno ją przyciskając.

– To musi być coś bardzo starego – odezwał się. – Nie wiem, czy twoja szczoteczka da radę.

Dziewczynka dalej szorowała, próbując zdrapać jak najwięcej tej skorupy.

Nagle, pod warstwą szarego nalotu pokazało się słońce. Było pyzate, uśmiechnięte, a zamiast promieni dokoła,miało powykręcane warkocze.

– Odkryłaś coś? – zapytał krasnoludek.

– Jakieś słońce – odpowiedziała Olga.

– Mogę spojrzeć? – zapytał.

Olga podała mu krążek.

– Myślałem, że to jakaś moneta, a to wygląda na zawieszkę na szyję.

Krasnoludek przyglądał się zawieszce, wąchał ją, a nawet nasłuchiwał.

– Patrz! Ma uszkodzone uszko. Pewnie jakaś dama ją zgubiła – powiedział. – A może nie zgubiła?

Krasnoludek popatrzył w niebo, jakby szukał tam odpowiedzi, po czym odwrócił przedmiot. Po drugiej stronie widniały wyryte, ledwo czytelne cyfry.

– Może to data? Jakiś ważny dzień? – zastanawiał się na głos.

– Moja mama ma naszyjnik ze słońcem. Na złotym łańcuszku – pochwaliła się Olga.

– A więc to nie jej zguba – uśmiechnął się krasnoludek.

Wyciągnął z plecaka niebieski, lśniący kamień. Przymknął oczy, mrucząc coś pod nosem. Olga zauważyła jego niezwykłe zachowanie.

– Co robisz? – zapytała.

– Staram się przypomnieć, skąd może pochodzić ta zawieszka – odpowiedział.

– A ten kamień?

– On ma magiczną moc, nadaną osobiście przez naszego króla Karola – odpowiedział.

– Pokaż mi go – poprosiła.

Krasnoludek podał jej niebieski kamień. Był na nim wizerunek krasnala, a po drugiej stronie napis: Szkaradkowo.

– Czasem pomaga nam przywrócić pamięć – wyjaśnił uśmiechając się do niej. – Weź go. Może pokieruje twoją łopatką – powiedział.

Olga uśmiechnęła się i włożyła magiczny kamień do wiaderka, żeby nie urazić krasnoludka.

– Olga! – nagle usłyszała wołanie mamy. Łzy stanęły jej w oczach. Natychmiast złapała łopatkę i zaczęła nerwowo przekopywać piasek.

„Jeszcze tylko dziesięć łopatek. Najwyżej nie przyznam się mamie, że zgubiłam foremkę” – postanowiła. – „Raz, dwa, trzy, cztery…” – liczyła.

Krasnoludek w tym czasie doszorowywał talizman. Był piękny. Błyszczał jak szczere złoto. Podszedł do Olgi i wrzucił go do wiaderka.

– Zabierz go do domu. Będzie nagrodą pocieszenia.

Olga spojrzała na niego wymownie:

– Siedem… – liczyła na głos. – Jest!!! – wykrzyczała. – Muszę wracać do domu. Pa, Stasiu!

Wrzuciła zgubę do wiaderka, spakowała łopatkę i grabki, które „porzucił” krasnoludek, i pobiegła w stronę domu.

– Do zobaczenia, Olga – zdążył powiedzieć zanim zniknęła.

Olga przyszła do piaskownicy już następnego dnia. Zanim jednak rozłożyła zabawki, obeszła cały plac zabaw, ściskając w dłoni magiczny kamień.

„Może przyjdzie… Na pewno przyjdzie” – szeptała do siebie.

Po kilku chwilach usłyszała znajomy głos:

– Co zrobiłaś z talizmanem?

– Od razu pokazałam go mamie – odpowiedziała uradowana. – Mama zauważyła, że jest taki sam jak jej …

Olga zdradziła, że mama chciała zrobić niespodziankę babci. Doczyściła go, by był tak samo piękny i złoty, jak jej własny naszyjnik. Problem był tylko z uszkodzonym uszkiem, więc mama postanowiła oddać babci swój, a ten znaleziony, zanieść do jubilera do naprawy.

– I co? – zapytał krasnoludek.

– Gdy mama wyjęła „swój prezent”, babcia zdziwiła się, że chce jej oddać pamiątkę po dziadku Waldku – opowiadała Olga. – Mama tłumaczyła, że to nie ten, że to inny. Babcia jej nie dowierzała. I wtedy mama pokazała ten z uszkodzonym uszkiem. Powiedziała babci, że znalazłam go w piaskownicy, ale nie wypadało, żeby prezent był uszkodzony.

– I co dalej? – dopytywał zaciekawiony Stasio.

– Babcia rozpłakała się i wzięła talizman – ten z uszkodzonym uszkiem. Powiedziała, że sama zaniesie go do jubilera, bo to właśnie jej zguba! – odpowiedziała Olga.

– To był talizman babci? – zdziwił się krasnoludek.

– Tak, Stasiu. Dostała go dawno temu od dziadka Waldka.

– Niebywała historia – zamyślił się.

– Babcia mi obiecała, że kiedyś opowie mi i o dziadku, i o talizmanie – radośnie zakończyła Olga.

– Opowiesz mi tę historię?

– Oczywiście – zapewniła. – Ale… wczoraj, w pośpiechu nie oddałam ci magicznego kamienia – powiedziała, wyciągając dłoń.

– Możesz go sobie zatrzymać – powiedział Stasio.

– Mogę? Naprawdę mogę go mieć? – nie dowierzała Olga.

– Oczywiście. Tylko nie oddawaj go nikomu, dobrze?

Olga kiwnęła głową, a krasnoludek zniknął wśród liści krzewu.

– Pa, krasnoludku Stasiu ze Szkaradkowa – wyszeptała za nim Olga.