Zanim powstało Szkaradkowo, rósł tam zagajnik. Rosły w nim świerki, brzoza, czarna sosna, kosodrzewina, jarzębina, kalina. Rosła także dzika róża i głóg, nawet pigwowce. Nie brakowało paproci i ozdobnych traw. Wiosną uwagę przyciągały zawilce, a w maju pachnące całą swoją mocą konwalie. W zagajniku rosły także grzyby, wśród których królował czerwony muchomor. Mieszkały w nim jeże, krety, myszy i nornice, a na wysokim świerku gniazdo swoje miał gołąb grzywacz. Zagajnik odwiedzały także inne ptaki. Przychodziły też bezdomne koty i psy.
Któregoś dnia do zagajnika sprowadził się na stałe samotny szczur. Szczur choć mieszkał sam, radził sobie doskonale, gdyż wszystko, co do życia było mu potrzebne, było w pobliżu jego domu. Szczur mieszkał w opuszczonej jaskini pod skarpą. Skarpa ta oddzielała bajorko od zagajnika. Kto tę jaskinię wybudował, tego ani szczur, ani wcześniejsi mieszkańcy zagajnika nie wiedzieli. Bajorko nie było małe. Żyły w nim ryby i żaby, także małże, ślimaki i inne mięczaki. Nikomu z mieszkańców żywności nie brakowało, dlatego wszyscy żyli bardzo zgodnie i nikt nikomu w drogę nie wchodził.
Aż pewnego wiosennego dnia przyszedł do zagajnika krasnal, który szukał dla siebie miejsca na ziemi. Stanął pod wysokim świerkiem, rozejrzał się wokoło i zdecydował mówiąc półgłosem do siebie:
– Tu zostaję.
Jednak szczur, który choć był stary, usłyszał „tu zostaję” i bardzo zaciekawił się, kto tu chce zamieszkać. Wychylił się z jaskini i zobaczył krasnala. Własnym oczom nie chciał uwierzyć:
– Krasnal?! – syknął przez zęby z jawną niechęcią.
Krasnal rozejrzał się i zobaczył zdziwionego szczura:
– Szczur? To ty nie we dworze? – zapytał także zdziwiony.
– To ciebie też wyrzucili? – odpowiedział szczur, jakby dobrze się znali.
– Sam odszedłem. Nikt już mnie nie chciał słuchać, a na chleb jakoś trzeba sobie zarobić – odpowiedział mu krasnal.
– Tutaj na chleb nie zarobisz. Kto miałby ciebie słuchać: ryby, żaby, może małże, ślimaki, czy inne mięczaki, których w bajorku jest coraz mniej? Lepiej odejdź stąd – doradzał.
Nie spodobała się krasnalowi odpowiedź szczura i postanowił nie dać się zwieźć.
– Może masz rację, szczurze, ale nie mam już siły iść dalej, więc zostaję. Niezadowolony szczur nie spuszczał z oka krasnala, śledząc każdy jego ruch. Tymczasem krasnal wyciągnął z plecaka podkowę i postawił przy „swoim” świerku.
– Hej, krasnal! Co tam wyjąłeś z plecaka?
– Podkowę – odpowiedział krasnal.
– A skąd ją masz? – zapytał szczur.
– Z pogorzeliska. Pamiętasz pożar niedaleko naszego dworu? – zapytał krasnal.
– Słyszałem coś o nim – odpowiedział szczur. – Podobno wszystko spaliło się na proch i pył – z obojętnością dokończył swoją odpowiedź.
– Tak, to prawda. Jak ten pożar wybuchł, pobiegłem tam. Widziałem go z bliska. Po pożarze poszedłem na pogorzelisko i znalazłem w nim tę właśnie podkowę. I wtedy postanowiłem opuścić dwór – powiedział krasnal. – Podobno podkowa przynosi szczęście, więc zabrałem ją ze sobą. Na szczęście – dopowiedział i uśmiechnął się do szczura.
– Na szczęście, mówisz? – zapytał go szczur.
– Ludzie tak mówią. Mówią, że tam gdzie jest podkowa, tam jest szczęście – odpowiedział krasnal.
Szczur zamyślił się:
– A czy można taką podkowę kupić? – zaciekawił się szczur.
– Ludzie mówią, że nie. Nie można jej kupić. Można ją od kogoś dostać, albo ją znaleźć – odpowiedział krasnal.
– A na przykład można ją … wypożyczyć? – dopytywał szczur.
– Nic o tym mi nie wiadomo. Może można, ale za wypożyczenie, to chyba się płaci, albo jakoś odpracowuje, odwdzięcza się … żeby miała podkowa choć trochę swojej mocy – wymyślał krasnal. – Ale ukraść to chyba jej nie wolno, bo wtedy może przynieść nieszczęście zamiast szczęścia – dodał krasnal.
Szczur drapał się po głowie, kręcił się wokół świerka i myślał:
– Może pomóc ci ją zawiesić na tym świerku, żeby nie przewróciła się – zaproponował szczur.
– Masz rację. Przydałoby się ją zawiesić – odpowiedział krasnal dodając po chwili – Trzeba ją zawiesić wysoko, żeby nikt jej nie ukradł.
Wkrótce podkowa zawisła bardzo wysoko, tuż przy pniu świerka, na złamanym konarze.
Szczur dalej mieszkał w swojej jaskini. Krasnal zbudował dla siebie małą chatkę, a podkowa wisiała bardzo wysoko na świerku. Każdy żył po swojemu i każdy chodził swoimi ścieżkami.
Mijały tygodnie i miesiące. Nadchodziła zima. Któregoś listopadowego dnia do krasnala przyszedł szczur i poprosił go o wysłuchanie:
– Krasnalu! W przeszłości było różnie między nami. Ale odkąd mieszkamy w tym zagajniku, nigdy nie pokłóciliśmy się. Nic złego nas nie spotkało. Wierzę też, że nigdy nic nas nie poróżni. I wiesz, krasnalu, co ci powiem? To wszystko … to chyba jednak jest za sprawą tej twojej podkowy. Uwierzyłem w jej moc, że przynosi szczęście. I jestem szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy. Ale jestem też bardzo stary i kiedyś będę musiał opuścić swoją jaskinię…
I szczur zamyślił się.
Krasnal uśmiechnął się do niego i odpowiedział:
– Dziękuję, szczurze, że uwierzyłeś w moc tej podkowy. Jest niezwykła. I jeszcze ci powiem, że ona jest złota. Cieszę się, że przyniosła tobie szczęście.
– Ze złota? – zdziwił się szczur.
– No nie całkiem ze złota. Złote są tylko gwoździe wbite w tę podkowę. Odkryłem je, gdy zabierałem ją z pogorzeliska i cicho dodał. – zabłysły. Choć, pokażę ci, gdzie są ukryte.
Podeszli do świerka. Szczur w mgnieniu oka wspiął się na drzewo, zdjął podkowę i podał ją krasnalowi.
– Spójrz na to miejsce – krasnal paznokciem zdrapał z podkowy kurz zmieszany z żywicą i odsłonił złoto.
Szczur przyglądał się podkowie z różnych stron. Przyglądał się, jakby nie chciał uwierzyć, że gwoździe są ze złota. Nawet włożył podkowę do pyska i zagryzł zębami, jakby chciał sprawdzić, czy to złoto jest prawdziwe.
– Chciałem sprawdzić … – odezwał się szczur. – … Bo wiesz, krasnalu… Nie wszystko złoto, co się świeci … – wymownie uzupełnił swoją wypowiedź.
– To znaczy? – zapytał krasnal zaskoczony informacją szczura.
– To znaczy …– zaczął szczur tłumaczyć . – Wiem co to za podkowa. Słyszałem o niej. To jest podkowa „warszawska”. Podobno tylko królewskie konie były podkuwane takimi podkowami – odpowiedział szczur i znów się zamyślił. Po chwili kontynuował swoją myśl:
– Jakby ci to powiedzieć … Ta podkowa widocznie była mało używana. Jeszcze złoto w niej się świeci. Ale złoto w tej podkowie jest tylko dla ozdoby. W to złoto jest wtopiony wolfram. I to on w tej podkowie ma największą wartość – podkreślił szczur.
– Czyli moc – z dumą i zdecydowanie stwierdził krasnal.
Szczur uśmiechnął się:
– Tak! Ma moc, krasnalu! – potwierdził szczur. – A ja jestem szczęśliwy. Ale jestem też bardzo stary i kiedyś będę musiał opuścić swoją jaskinię. Nie chciałbym być twoim dłużnikiem. Przez wiele lat korzystałem z mocy twojej podkowy, dlatego chciałbym się odwdzięczyć.
I szczur wyciągnął z kieszeni klucz.
– Oto klucz do mojej jaskini. Powieszę go przy twojej podkowie. Możesz moją jaskinią dysponować, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Ja mam drugi klucz – i wyciągnąwszy drugi klucz, pokazał go krasnalowi.
– Okej – przytaknął krasnal decyzję szczura z uśmiechem.
Szczur w mgnieniu oka wspiął się po świerku. Powiesił klucz przy podkowie. Szybko zeskoczył ze świerka i zniknął, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Mijały dni, tygodnie i miesiące. Nadeszła kolejna zima. Spadł pierwszy śnieg. Krasnal zauważył, że przy jaskini szczura nie ma jego śladów. „Może nie wychodził” – pomyślał sobie.
Ale gdy przez kilka dni nie pojawiły się szczurze ślady – bardzo zmartwił się.
– Może chory – głośno zastanawiał się – Pójdę. Zapukam. Może odezwie się.
Ale szczur nie odzywał się.
„… gdy tylko zajdzie taka potrzeba…” – przypomniał sobie słowa szczura.
I wtedy krasnal pomyślał o kluczu do jaskini, który nietknięty od miesięcy wisiał przy podkowie na świerku. Grzęznąc po śniegu przyciągnął drabinkę i oparł ją o świerk. Spojrzał wysoko na jego ośnieżone konary. Klucz i podkowa wisiały wysoko. Dla krasnala bardzo wysoko. Z trudem wszedł na drabinkę i stanął na jej ostatnim szczebelku. Musiał jeszcze wspiąć się na palcach, ale klucz zdjął.
– Uffff – westchnął zszedłszy z drabinki.
Ścieżka do jaskini nadal była równo zasypana. Nie pojawiły się żadne ślady. Otworzył drzwi jaskini. W środku było ciemno.
– Na wszelki wypadek – mruknął półgłosem chowając klucz do kieszeni.
– Szczurze! Odezwij się! To ja! Krasnal! – zawołał. Ale szczur nie odpowiadał. Czarne myśli przyszły mu do głowy. Nagle zimne dreszcze przeleciały przez jego plecy. Jeszcze raz zawołał „Szczurze – odezwij się”.
Było cicho, ciemno i zimno. Zbliżała się noc, ale krasnal nie zrezygnował. Nie zamknął jaskini. Wrócił z rozpalonym łuczywem. Jasny migoczący płomień łuczywa rozświetlił wnętrze jaskini. Szczura nie zauważył. Rozejrzał się dokładniej po jaskini. I wtedy zobaczył coś, czego nigdy nie widział na własne oczy, ani nawet sobie nie mógł wyobrazić. Wnętrze jaskini przypominało igloo. Ściany wraz z sufitem były wyłożone perłowymi muszlami. Na środku podłogi z suchego mchu leżała zamknięta duża skorupa żółwia. Krasnal szukał legowiska szczura. Znalazł je za drzwiami po prawej stronie ukryte za wysokim parawanem z suchego tataraku i brzozowych gałązek zszytych wierzbowymi witkami. Legowisko było puste. Skierował łuczywo na drugą stronę drzwi, gdzie za takim samym parawanem, ale niższym, stał kamienny stół. Na stole stała muszla z czystą wodą. Rozglądał się dalej po wnętrzu jaskini. Wzdłuż ściany na styku z podłogą ustawione były muszle różnej wielkości i różnych kształtów, a w każdej leżał jakiś smakołyk. „Szczurza spiżarnia” – uśmiechnął się do siebie. Jeszcze raz rozejrzał się po jaskini. Jeszcze raz, dokładniej, przyjrzał się całemu wnętrzu. Perłowe muszle mrugały do niego w rytmie migającego jasnego płomienia łuczywa. Krasnal stał i podziwiał. „Szczurzy pałac” – wyszeptał.
Gdy już zamierzał wyjść z jaskini, nagle perłowe muszle zabłysły, jeszcze bardziej rozświeciły jaskinie, jakby chciały poprosić, żeby zawrócił.
I krasnal zawrócił. Podszedł do żółwiej skorupy, która leżała na środku podłogi i ją otworzył. W środku leżały kremowe perły. Mnóstwo pereł. Były większe i mniejsze. Wypełniały całą skorupę po same brzegi. Przyjrzał się nim uważnie. Perły miały ciepłe odcienie z domieszką bieli, beżu i żółci.
„… gdy tylko zajdzie taka potrzeba…” – usłyszał głos szczura.
Krasnale nigdy nie płaczą. Ale wtedy … wtedy jedna łza, stoczyła się po policzku i spadła wprost do żółwiej skorupy. Spadła pomiędzy kremowe perły, a leżąc między nimi, mrugała pięknym różowym, radosnym światłem. Krasnal, zauroczony tym światłem i tymi perłami, stał w zamyśleniu nad żółwią skorupą, długo nie mogąc oderwać od niej oczu. Głos szczura krążył po jaskini, aż krasnal zamknął skorupę. Zgasło łuczywo. Krasnal skierował się w stronę drzwi. Jeszcze na chwilę zatrzymał się w progu, zamyślił się. Wyjął klucz z kieszeni.
– Dziękuję, Szczurku – wyszeptał i zamknął za sobą drzwi jaskini.
