
Wczorajsza rozmowa z moim przedszkolakiem (lat 4,5) podczas gotowania kopytek.
– Babciu, jak umarniesz, to pójdziesz do nieba?
– Tak, Stasiu.
– Do Pana Boga?
– Tak, Stasiu.
– Ale potem z martwych wstaniesz i przyjdziesz do mnie?
– Tak, Stasiu.
– A kiedy przyjdziesz do mnie?
– Nie wiem, Stasiu.
– A co będziesz robić u Pana Boga?
– Nie wiem, Stasiu.
– Jak nie będziesz miała co u niego robić, to poproś, żeby ciebie wysłał do mnie
– Dobrze, Stasiu. Poproszę. A co będę u ciebie robić?
– Ugotujesz mi kopytek.
– Dobrze, Stasiu, tak zrobimy. Poproszę Pana Boga, żeby mnie zesłał na ziemię, bo czekasz na kopytka.
– Ale, babciu, jak zjem kopytka, to nie pójdziesz od razu do Niego z powrotem, bo ja będę zaraz głodny i znów trzeba będzie gotować kopytka.
– Dobrze, Stasiu, poproszę Pana Boga, żebym mogła zostać na ziemi trochę dłużej
– Aż ja, babciu, urosnę, dobrze?
– Dobrze, Stasiu, aż ty będziesz duży.
– A wiesz, babciu, jak ty umarniesz, to będę miał jeszcze jedną babcię.
– Wiem, Stasiu i wiem też, że babcia Bożenka umie gotować kopytka.
– Tak, babciu. Ale kopytka babci Bożenki nie będą takie jak twoje.
– Każda babcia gotuje inaczej, Stasiu, ale też będą smaczne.
– Ale lepiej, babciu, żebyś nie szła do Pana Boga
– Dobrze, Stasiu. Jeszcze poczekam z tą wyprawą w kosmos
– Babciu, ha.ha, ha …
