W szkaradkowym zakątku na wrzosowisku rosła stara karłowata sosna. Którejś wiosny przyleciał bocian i zbudował na niej gniazdo. Codziennie wczesnym rankiem głośnym klekotaniem witał pierwsze promyki słońca i po porannej toalecie wylatywał w stronę lasu na okoliczne pola i łąki w poszukiwaniu pożywienia. Bywało też, że czasem gościł w pobliskim bajorku, co bardzo nie podobało się mieszkającym tam żabom, jaszczurkom, a nawet traszce.
Pewnego wiosennego poranka wizyta bociana wyjątkowo zezłościła żaby, które siedząc na liściach lilii wodnych, spożywały pierwsze śniadanie. Bocian nadleciał od strony lasu. Stanął na zielonym mostku i przyglądał się ich biesiadowaniu.
– Mamy gościa. Uważajcie – wyszeptała jedna z nich o imieniu Rana. Rana była głową tej żabiej rodziny. Miała pochodzenie. Jej prababcia, Eulalia, była nadworną śpiewaczką króla Kumaka, który w tamtym czasie zarządzał bajorkiem.
Ledwo bocian ruszył dziobem, gdy usłyszał głośne „Wynocha stąd!”. Rozgniewana Rana, z wytrzeszczonymi oczami, podniosła się na liściu, stanęła nabzyczona i wrzasnęła na całe Szkaradkowo.
– Precz stąd, Klekocie! – krzyczała na bociana. – Nie dość, że każdego ranka wnerwiasz nas swoim ochrypłym klekotaniem, to jeszcze przychodzisz zeżreć nam nasze śniadania! Wynocha!!
Bocian, zaskoczony atakiem żaby, wyprostował się jak świeca i po namyśle spokojnie odrzekł:
– Nie przyszedłem po wasze śniadania, tylko napić się wody. Bajorko jest tylko jedno w tej okolicy, a dawno nie było deszczu, więc i kałuże wyschły.
Żaby, jakby mu nie dowierzając, wyczekująco czekały na jego ruch. Odezwała się Rana:
– Wody ci nie żałujemy, ale wykonasz jeden podejrzany ruch i cię oplujemy – zakomunikowała.
Bocian był tak zszokowany groźbą oplucia, że tylko jednym zanurzeniem dzioba zaczerpnął kilka łyków i odfrunął w stronę lasu.
Następnego dnia, gdy nad bajorkiem jeszcze unosiły się opary mgły, a nadchodzące chmury zapowiadały deszcz, bocian powrócił. Nie stanął jednak na zielonym mostku. Usiadł wysoko na kalinie, która od zarania rosła nad brzegiem. Kalina właśnie zakwitła, a zapach jej białych kwiatów już przyciągał owady. Bocian zajął dogodne sobie miejsce i z góry przyglądał się biesiadującym żabom. Jego długi, czerwony dziób wisiał tuż nad głową Rany. Rana spojrzała na niego, zmierzyła wzrokiem jego dziób i nabrała powierza, by znów posłać w jego stronę potok wyzwisk, gdy nagle bocian stwierdził spokojnym głębokim głosem:
– Piękny poranek, królowo … – i czekał, licząc, że Rana podejmie z nim rozmowę.
– Chcesz mi powiedzieć, że dzisiaj też nie będzie deszczu, więc ….
I nie kończąc zdania, roześmiała się od ucha do ucha. Zawtórowały jej wszystkie biesiadujące żaby. Ale bocian był cierpliwy i gdy śmiechy ucichły, powrócił do rozpoczętej myśli.
– Wiesz, królowo, lata temu mieszkała tu Eulalia. Do dziś pamiętam jej piękny śpiew…
Bocian zawiesił głos. Wtedy Rana spuściła ze swojego nadętego brzucha powietrze i stojąc pokornie pod jego dziobem, zapytała:
– Znałeś moją prababkę?
– Znałem ją. I jej rodzinę. Dawno wyprowadzili się z bajorka…
– Mam na imię Rana. Mieszkam tu od niedawna, a to moja rodzina – zatoczyła łuk prawą przednią łapką, wskazując na swoje liczne potomstwo.
– Miło mi was poznać – odrzekł bocian – Myślę, że i ty pięknie śpiewasz. Jesteś bardzo podobna do Eulalii – dodał uśmiechając się do Rany.
A Rana stała jak zaczarowana i słuchała słów o swojej prababce. Bocian kontynuował swoją mowę:
– Wiesz, Rano, Eulalia śpiewała o tym, jak wielką wartością jest mądrość. Śpiewała, że świata żadnym pluciem ani żadną trucizną się nie zdobędzie. Świat zdobywa się wiedzą, którą nabywa się … czasem przez całe życie…
Nagle bocian poderwał się z kaliny i stanął na zielonym mostku. Wyprostował się jak solista na scenie, podniósł dziób w górę i wyklekotał:
Choć ród twój zacny i duma cię niesie,
nie szukaj wrogów. Zła dość jest na świecie.
Świata nie podbijesz siłą ani mocą,
lecz tylko w życiu zdobytą mądrością.
Nastała cisza. Głos bociana odbijał się od lustra wody. Wszystkie żaby zeszły z liści lilii i podpłynęły do mostku. Jednym głosem zabrzmiało radosne : „Rech, rech, rech”.
Wtedy do Szkaradkowa od strony lasu nadleciał drugi bocian, niosąc w dziobie gałązkę. Zatoczył koło nad bajorkiem i odleciał w stronę bocianiego gniazda, górującego nad Szkaradkowem. Bocian Klekot ukłonił się żabkom nisko, rozwinął skrzydła i dołączył do swojej partnerki.
Po chwili echo bocianich klekotów rozniosło się po całym Szkaradkowie, a żabi rechot stał się wyjątkowym akompaniamentem dla ich miłosnego powitania.
