Kot Rudzielec

Tego roku zima zawitała do Szkaradkowa wyjątkowo wcześnie. Jeszcze brzoza w gaiku nie zdążyła zrzucić wszystkich liści, gdy biały puch grubą warstwą otulił cały magiczny zakątek – z wrzosowiskiem, z bajorkiem i z ogrodem Zielarki.

Choć krasnoludki zdążyły zgromadzić zapasy na czas, wiele innych stworzeń z niepokojem zaglądało do swoich spiżarni. Zwierzęta, przeczuwając nadchodzącą biedę, zaczęły oszczędnie gospodarować każdym ziarnkiem. W najtrudniejszym położeniu były myszy, zwłaszcza odkąd w młynie zamieszkał kot. Zjawił się on u progu chatki Zielarki z samego rana, późnym latem, trzymając w pyszczku osobliwą zdobycz – kłębek brudnej wełny.

Nikt nie wiedział, skąd przybył ani gdzie znalazł swoją „zabawkę”. Zielarka, widząc go po raz pierwszy, pomyślała z uśmiechem: Chytruś, chce przehandlować zabawkę za miskę mleka.

– Musisz być bardzo głodny – odezwała się do gościa. – Poczekaj chwilkę.

Wróciła z miską mleka.

– Pij, świeżutkie… – szepnęła i wróciła do swoich zajęć, zostawiając go sam na sam z kłębkiem. Kot wypił mleko do dna, ale wełnę zostawił na progu.

Następnego ranka kot znów przyszedł pod drzwi Zielarki. Kłębek leżał dokładnie tam, gdzie go zostawił. Gdy Zielarka wyniosła kolejną porcję, kot nawet nie zerknął na miskę. Stał przy swojej zabawce, jakby czekał, aż gospodyni ją podniesie.

– Okropnie brudna ta twoja zabawka – stwierdziła, podnosząc kłębek. – Upiorę ją, żebyś bawił się czystą.

Dopiero wtedy kot podszedł do jedzenia, a potem oddalił się w stronę młyna.

Zielarka zabrała brudną wełnę do chatki i przewinęła go w luźny motek. Przygotowała kąpiel z dodatkiem korzenia mydlnicy ze swojego zielnika i zanurzyła w niej cały motek. Woda powoli wypłukała brud, odsłaniając prawdziwe oblicze znaleziska. Gdy zielarka wypłukała i wysuszyła motek na słońcu, oniemiała z wrażenia – nitka lśniła szczerym złotem!

„Niebywałe” – pomyślała. Postanowiła, że musi rozwikłać tę kocią zagadkę.

Trzeciego ranka miska już czekała. Obok niej leżały dwa kłębki: jeden złoty, a drugi żółty. Zielarka nie wychodziła z chatki; krzątała się po kuchni, od czasu do czasu zerkając na kota przez okno.

Kot przyjrzał się obu kłębkom, wypił mleko, po czym po chwili namysłu wziął w pyszczek żółty kłębek i odszedł. Zielarka wyszła na próg i przytuliła złoty kłębek do serca.

– Mleka ci u mnie nie zabraknie, Rudzielcu – wyszeptała z tajemniczym uśmiechem.

Następnego ranka kot znów przyszedł do Zielarki na mleko. Trzymając żółty kłębek w pyszczku, cierpliwie czekał na kolejną porcję. Gdy Zielarka wyniosła miskę, położył przy misce żółty kłębek i spokojnie pił mleko. Zielarka stała przy nim i uśmiechała się do siebie. Gdy miska była pusta, kot oblizał się i patrząc w oczy zielarki, rzucił krótkie „Miau”, które zabrzmiało jak podziękowanie.

Kolejne dni mijały podobnie…

A był to kot o aparycji zabójcy: chudy, o krótkiej rudej sierści, długim ogonie i wysokich nogach, i o wrednym, złośliwym spojrzeniu. Już na sam jego widok cierpła skóra. Potrafił zoczyć intruza z oddali i dopaść go w mgnieniu oka.

Jednak gdy głód zajrzał myszom w oczy, musiały zaryzykować wyprawy do młyna. Skradały się tam zwykle wtedy, gdy kot biesiadował u Zielarki.

Którejś ciemnej nocy kot leżał nieruchomo na worku, leniwie uderzając ogonem o boki worka. Do wnętrza młyna wślizgnęła się stara, wychudzona mysz. Nie szukała jednak ziarna. Jej wzrok przykuł żółty kłębek leżący na podłodze. Czekała cierpliwie, aż drapieżnik zaśnie głębiej, po czym cichutko pisnęła i zniknęła w mroku. Następnej nocy wróciła i – korzystając z drzemki kota – porwała kłębek.

– Uffff – wyszeptała, gdy była już bezpieczna. W norce cała mysia rodzina zaczęła uradzać, jak wykorzystać ten łup, by ukrócić panowanie rudego tyrana.

Gdy kot się obudził i odkrył stratę, wpadł we wściekłość.

– Wredne, złośliwe myszy! – wrzeszczał, biegając wokół młyna. – To na pewno ich sprawka! Nie będę sobą, jak się z nimi nie rozprawię.

Z furią szukał zabawki, zapominając nawet o śniadaniu u Zielarki. Gdy przechodził obok mysiej norki, drogę zastąpiła mu stara mysz.

– Dzień dobry, kocie – zagadnęła nadspodziewanie spokojnie.

– Dla kogo dobry, dla tego dobry – wycedził przez zęby.

– Czy jesteś głodny? – spytała ignorując jego gniew.

– Nie jestem głodny! Jestem wściekły! Zejdź mi z drogi!

– Jeśli nie jesteś głodny, to jesteś szczęśliwy – odparła mysz po krótkim namyśle. – Złość minie jak śnieg, który spada i znika. Najważniejsze, że masz co jeść.

– Nie zniknie, dopóki nie odzyskam kłębka! On przynosi mi szczęście!

Wtedy mysz zaproponowała mu pomoc.

– Ty chcesz mi pomóc? Ty zwykła szara mysz? – kpił z propozycji myszy.

– My, myszy, zawsze wszystkim potrzebującym pomagamy – spokojnie mu odpowiedziała.

– A jak mi chcecie pomóc? – zapytał kot.

– Znajdziemy twój kłębek. Przyjdź do nas jutro rano, zanim pójdziesz do Zielarki na mleko.

Kot uspokoił się i poszedł do młyna.

Następnego dnia rano, kot podszedł do mysiej norki i zobaczył w niej koniec żółtej nitki. Gdy spróbował ją wyciągnąć, ta stawiała opór. Kota zamurowało.

– Znalazłyśmy twój kłębek – oznajmiła stara mysz, wychylając się z dziury. – Ale jest zbyt ciężki, a my nie mamy siły go przeturlać. Jesteśmy strasznie głodne …. Spiżarnia świeci pustkami od tygodnia.

Kot, ku swojemu zaskoczeniu, poczuł coś na kształt współczucia.

– Chodźcie do młyna, dam wam ziarna – zaproponował.

– Nie dojdziemy, opadłyśmy z sił.

– Zaraz przyniosę pszenicy – oświadczył kot.

Kot przyniósł pszenicę pod samą norkę. Gdy myszy się najadły, zaczęły wyciągać nitkę, tłumacząc, że cały kłębek nie przejdzie przez wąski otwór. Trzeba go nawinąć na nowo.

– Sam nie dam rady – przyznał kot, opadając z sił z głodu, bo sam od doby nic nie jadł. – Pomożesz? – zapytał starą mysz.

– Nikt cię dziś nie rozumie lepiej niż my – odpowiedziała mysz. – Oczywiście, że pomożemy ci.

I tak, w dziwnym przymierzu, myszy wyciągały nitkę, a kot pomagał ją zwijać. Gdy kłębek był znów gotowy, kot szepnął coś do ucha starej wychudzonej myszy. Uśmiechnęli się do siebie, po czym wszyscy się rozeszli: kot w stronę chatki Zielarki, a myszy w stronę młyna.