Stasio bał się wszelkich owadów. Na nic zdawały się tłumaczenia babci, że w ogrodzie każde stworzenie jest pożyteczne. Biedronki, pszczółki, trzmiele, a nawet żuczki i kowale omijał z daleka. Much się brzydził, a na widok osy lub szerszenia uciekał w bezpieczne miejsce. Najbardziej jednak bał się pająków.
Pewnego dnia zdarzyło się jednak coś niezwykłego. Gdy babcia pracowała w ogrodzie, a Stasio pogłębiał stawik dla swoich rybek, nagle rozległ się przeraźliwy krzyk.
– Babcia! Babciu! Chodź szybko! Pająk!!! – wrzeszczał chłopiec na cały głos, stojąc nieruchomo nad brzegiem.
– Jaki znowu pająk? – odezwała się babcia z końca działki, znad grządki z marchewką.
– Zabij go, babciu! – rozhisteryzowany wskazal palcem na małe stworzenie.
Babcia, wyprostowała się, odłożyła dziabkę i podeszła do wnuczka.
– Gdzie ten pająk, Stasiu?
– O! Tu! Zobacz! Zabij go! – domagał się rozkazującym tonem.
– Stasiu, to nie jest pająk, tylko biedronka – odpowiedziała babcia. – I nie wolno jej zabijać.
– Ale ona może mnie ugryźć!
– To jest Boża Krówka. Jest pożyteczna i nie gryzie. Popatrz. – Babcia uśmiechnęła się, wzięła owada na rękę i położyła na lewej dłoni. – Widzisz?
– Babciu! A czemu ona jest Boża Krówka? – zapytał zaciekawiony.
– Bo tak się nazywa. Ty też masz imię i nazwisko – wyjaśniła. – Popatrz, ma czerwone skrzydełka w czarne kropeczki. Policz, ile ich jest.
– Jeden, dwa… siedem! – zawołał dumnie Stasio.
Biedronka, jakby rozumiejąc ich rozmowę, nagle rozłożyła skrzydełka i odleciała.
– O! Jaka szkoda – westchnęła babcia. – Mogłam ją poprosić o prognozę pogody na dzisiaj.
– Babciu, a skąd ona wie, jaka będzie pogoda? Przecież nie ogląda telewizji! – zaciekawił się Stasio.
– Bo to Boża Krówka. Trzeba ją wziąć na rękę i zapytać: „Biedronko, biedronko. Leć do nieba. Powiedz, czy będzie deszczyk, czy pogoda?”.
– Aha… – zamyślił się Stasio. – Babciu, a dlaczego jest pożyteczna? – dopytywał Stasio.
– Zjada mszyce, które siedzą na jabłonkach i niszczą nam drzewka. – Babciu! A czy Boża Krówka może … – Stasio zaczął się zastanawiać nad kolejnym pytaniem.
– Może, Stasiu, może… – przerwała mu z uśmiechem i wróciła do marchewek.
Gdy Stasio dalej kopał w swoim stawiku, usłyszał głos babci, która najpierw nawoływała kurki, a potem zawołała jego:
– Stasiu, będziemy się zbierać do domu, bo zanosi się na deszcz!
– Zaraz, babciu! Tylko skończę pracę – odpowiedział Stasio.
– Pospiesz się – ponagliła go.
Wtedy na brzegu jego „wykopaliska” usiadła ona. Czerwona, w siedmiu czarnych kropkach.
– Nie będzie deszczu, Stasiu. Tylko tak straszy – wyszeptała biedronka ludzkim głosem. – Ale nie mów babci, że wiesz to ode mnie. Do jutra!
Zanim Stasio zdążył przetrzeć oczy z wrażenia, biedronka zniknęła.
– Babcia, nie uciekajmy! Nie będzie deszczu, zobaczysz – zawołał.
I rzeczywiście – chmury rozeszły się, a słońce znów rozbłysło nad działką. Następnego dnia Stasio spotkał przyjaciółkę w malinach. Maszerowała po krawężniku i zatrzymała się przy jego nogach. Już się jej nie bał. Sam wyciągnął rękę, aby biedronka posłusznie na nią weszła.
– O co mnie poprosisz, zanim odlecę? – zapytała cichutko.
Stasio przypomniał sobie wierszyk babci, ale dodał coś od siebie:
– Biedronko, biedronko, leć do nieba … powiedz, gdzie jest moja piłka. W poniedziałek mam mecz!
Biedronka tylko mignęła czerwienią i zniknęła w chmurach.
Kolejnego poranka Stasio pierwszy wbiegł do ogrodu i od razu podbiegł do malin.
– Babcia! Babcia! Chodź szybko! – wrzeszczał z radością.
Babcia przybiegła wystraszona, myśląc, że wnuczek znów zobaczył jakiegoś „potwora”.
– Babciu, widzisz?!
– Co mam widzieć, Stasiu?
– Patrz na maliny! Piłka!!!!! – krzyczał, podskakując.
Podniósł ją wysoko nad głowę i szepnął w stronę nieba:
– Dzięki, Boża Krówko.
Babcia uśmiechnęła się pod nosem i pomyślała: „Pewnie tam ją zgubił. Ach, ten Stasio”.
Kilka dni później Stasio znów pracował przy stawiku. Potrzebował ciężarówki, ale nie mógł jej zanleżć. Nagle na jego lewym ramieniu usiadła znajoma biedronka.
– Biedronko, biedronko, leć do nieba… Powiedz, gdzie jest moja niebieska ciężarówka?
– Nie wiem, ale zapytam trzmiela – odpowiedziała i odfrunęła.
Wkrótce nad głową chłopca rozległo się głośne: „Bzzzz! Bzzzz!”. Wielki trzmiel krążył nad stawikiem. Stasio już miał wołać babcię, ale trzmiel nagle wylądował na ziemi.
– Bzz… pójdź na wrzosowisko. Twoja ciężarówka jest pod krzakiem hortensji – mruknął basem i odleciał.
Stasio pobiegł na wskazane miejsce. A tam… ciężarówka, a w niej pełno szyszek! Obok stał krasnal Konewka, który wyglądał na zajętego.
– Zaraz ci ją oddam, tylko zawiozę szyszki do szkaradkowego magazynu – odezwał się Konewka.
„To krasnale też potrafią mówić?” – zdziwił się Stasio – „Ciekawe ile znają języków”.
– OK. Poczekam – odpowiedział Stasio i wrócił do stawiku.
Ciężarówka była mu jednak bardzo potrzebna, więc po chwili sprawdził, co się dzieje pod magazynem. Pojazd stał już pusty, a obok odpoczywał krasnal.
– Is the truck free yet? – zapytał Stasio po angielsku.
– Yes, Stasiu. We’ve already unloaded it – odpowiedział krasnal w tym samym języku.
„Niesamowite, krasnale znają nawet angielski” – pomyślał zachwycony chłopiec i z uśmiechem wrócił do pracy nad swoim stawikiem.
– Stasiu, będziemy niedługo zbierać się do domu – zapowiedziała babcia, widząc zapracowanego Stasia.
– Babciu, czy ty znasz angielski?
– Nie, Stasiu – odpowiedziała nieco zdziwiona jego pytaniem.
– A krasnale znają, babciu – powiedział i uśmiechnąwszy się do siebie dalej kopał.
