header image
Start arrow Płynie poezja arrow Tadeusz Sałek

TADEUSZ SAŁEK
 
  

JAK SIĘ DA

Przyszedł pacjent do lekarza
Ratuj pan panie doktorze,
Nie chcę chodzić już do pracy
Pan mi chyba w tym pomoże?...
    - Jak się da...
        ...to się załatwi....
mówi doktor uśmiechnięty.
Nic tak panu nie pomoże
Jak połowa pańskiej renty.
Drążą ręką supła grosze,
Licząc ile weźmie z kasy
I chociaż przepłacił trochę
No to co?  Są takie czasy.
 
Poszedł doktor do urzędu
Miął załatwić jakieś plany
Chciał biedaczek fundnąć żonie
Mały domek murowany
-  Jak się da...
                          ...to się załatwi...
Mówi urzędniczka z cicha
Pan doktor wie chyba dobrze,
Że się planów nie wykicha.
Sięgnął doktor do kieszeni
I krwawicę swoją daje,
Ludzie nie są aniołami,
Polska także nie jest rajem.
 
Ktoś podpatrzył panią w biurze
I do sądu ją powlekli
Gdyż są przecież różni ludzie
Są też i na urząd wściekli
-            Jak się da...
              . . . to się załatwi...
mówi w sądzie sekretarka
nie takie mieliśmy sprawy,
lecz Sędzina też jest coś  warta.
Kruk, krukowi; skąd to znamy
Sekretarce łza się kręci
Sąd rozpatrzył by jej sprawę
Lecz Temida nie ma chęci.
Tak się kręci karuzela
Bliźni wspomaga bliźniego
...Jak się da, to się załatwi...
No... Ale Nam, to co do tego?
   
    

         

        
 
 
Chciałbym...



Chciałbym usiąść
Obok Ciebie w ciszy.
Słuchać jak bije
Twoje serce
Czuć jak drga powieka
Z natężonej myśli
I słuchać,
I słuchać
Nic więcej...
 
A słowa,
Które  wykwitną
Na ustach
Ręką cieplutką przytłumić
I w ciszy,
Która zalegnie
Chcę ciebie
Chcę Ciebie
Tylko zrozumieć...
 
A obłok naszych
Marzeń,
Co życie tak
Bardzo nam zmienia
Chciałbym  zatrzymać
Na zawsze
                          W krysztale.
                          W krysztale
                          Twojego imienia
               
 
 
                                            

Wiosenny promyk



Zbocza gór śniegiem pokryte
U szczytów ciemną linią las się ścieli
W oddali małe domki, jak w drzewie wyryte
Odbijają ciemno od słonecznej bieli
 
Wszystko to spowite w spokoju i ciszy
Tak lekkiej i zwiewnej, że się snem wydaje.
Nawet potok przykucnął obok skalnej niszy
I także drzemać się zdaje.
 
Tylko to słoneczko, co się obudziło
Przegląda swą twarzyczkę w odbiciu potoku
Jakby doń specjalnie po to przychodziło,  
By go zbudzić nagle z zimowego mroku.
 
Potem spogląda ciekawie na zawianą drogę
Na kopne śniegi dokoła zwalone
Spojrzy na te chaty, ogląda zagrodę
I budzi do życia wszystko co uśpione.
 
Jakby mówiło cicho, miło melodyjnie
Wstawajcie wstańcie już pora się budzić
I kłania się wszystkim bardzo przymilnie
Kładąc swe promienie u stóp zwykłych ludzi
 
Mówi bez przerwy promieni swych głosem
Wstańcie już dłużej nie śpijcie,
a swoich promieniach wiosnę wam przynoszę.
Wstawajcie proszę, przed zimą nie drżyjcie.
 
    
              

Wieczór


Dzień już słoneczko schowało
za horyzont ciemny
jego miejsce zajął chłodny
wieczór zmienny
Ptaki dawno już skończyły
swoją pieśń chwalebną
A ja siedzę i myślę wciąż o tobie
jakbyś była jedną
Przecież miliony gwiazd przeróżnych
jest na ciemnym niebie
Lecz ja wśród tych milionów
wypatruję ciebie
Już nawet nie szeleści
żaden liść na wietrze
A ja Twoich kroków
 nasłuchuję jeszcze...
 Siedzę nieruchomy
wsłuchany w tą ciszę
I tylko w niej ciągle
Twoje imię słyszę
Czy w chwili zmierzchu
jesteś wiatru tchnieniem
 Czy w myślach moich
 kochaniem, marzeniem.
A może  obłokiem gwiezdnym
zimnym i odległym
I wcale nie myślisz
                              o mym sercu biednym
 
 
 
 
 


Ślad


 
Wielkie szczęście może mieszkać w małym domku
A wielki niepokój w maleńkim serduszku
Wielka słodycz w małej kropli miodu
A wielka gorycz w maleńkim kwiatuszku
 
Może strach wielki ogarniać narody
Lecz lwa groźnego nie boi się mucha,
Bo nie są groźne dla ryb i najgłębsze wody
Tak jak dla palmy, długa pora sucha
 
Więc każdy ma coś od czego zależy
Tak chciała natura albo Bóg wyznaczył
Bez względu na to czy chce i czy wierzy
Jest tu na ziemi i by swój ślad zaznaczył
 
 
 




 
 
 
Kometa


 
Długi warkocz za sobą zostawia:
pracę, która nie była nic warta,
grosz do grosza ciułany;     
zbierany długo
skrzętnie i z mozołem.
Myśli wepchnięte
w zbyt za ciasne ramy.
Zostawia znajomych,
starą dobrą szkołę.
A sama biegnie
z głową, z gazów stworzoną
i z czadu wszelkich nadziei.
I pędzi do przodu
w wiek dwudziesty pierwszy.
Prze naprzód ciałem rozpalonym,
ku celom odległym,
jej tylko wiadomym.
Swoim czołem rozognionym
chciałaby zaświecić cała,
swym blaskiem proroczym
lecz świeci tylko
jedynie warkoczem
 
 
 
 


 
 
 
Z Nałęczowa
 


W kościele Bożym
Dzisiaj na mszy byłem
W kościółku drewnianym
nad Armatnią Górą
W cieniu buków i dębów
Wpatrzony w jesienny
Majestat natury
W korony drzew
Przeniesione w chmury
Gdzie Matka Boska
Dobroć swoją siała
Przy każdym tchnieniu wiatru
Złote spadające liście
Jak łaski Boże
Hojnie rozdawała
Sypiąc je garścią szczodrą
Na swoje w modlitwie
Pochylone dzieci
A liście spadały
Ozdobione słońcem
Które wszystko złoci
I opadały miękko
Z dotykiem boskiej
Matczynej dobroci.
 
 
 
 
 
 
 
23 Września 2018
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Boguchwała,
Bogusław, Libert,
Minodora, Tekla
Do końca roku zostało 100 dni.
KAMIENIE
kamienie
pamiętają
nieustannie
przemawiają


.....WWW.....
Stronę założono 31.01.2006r.
Licznik odwiedzin
1845273
Ostatnio opublikowane
DRODZY CZYTELNICY
Z wielką radością
przyjmę każdą informację
o wykorzystaniu moich tekstów.

Zainteresowanych
nowościami na stronie
chętnie powiadomię.