header image
Start arrow Wiersze kołysane wiatrem arrow Banaszczyk Czesław

KTO ZASŁUŻY NA KWIAT RÓŻY

Pomiędzy gór skalistych mocą – przepotężną,
Pojawiła się RÓŻA – tak subtelna i krucha.
Kamienne skały w słońcu nurzają się śmiało…
A na ich tle ta RÓŻA, która stoi… I słucha…

I słucha – co też góry dziś do niej powiedzą,
Co jej szepną? A o czym zagrzmią głośnym brzmieniem.
Może wreszcie się dowie… Głośno… Czy – po cichu,
Że od dawna jest czyimś… Odwiecznym marzeniem.

O takiej RÓŻY marzy – ogrodników – wielu,
Pragną ją mieć na własność, gdzieś w swoim ogrodzie.
Pragną by zawsze była ich największą ozdobą,
Zarówno o poranku… Jak i o dnia – zachodzie.

Lecz RÓŻA ma swą dumę… Swoją wartość – docenia…
Nie da się zerwać po to, ażeby komuś służyć.
Żeby ją mieć przy sercu, jak to mówią: „na wieki”,
Trzeba sobie po prostu… Tym sercem – zasłużyć.

I właśnie takiej RÓŻY***** ten wiersz – dedykuję




BABA Z MIASTA

Na kurację w sanatorium przyjechała pani – chora…
I po wyjściu z autobusu chropowatym głosem woła:
„Od dziś do mnie ZDRÓJ należy! Niech mi nikt nie wchodzi w drogę,
Bo jak się ktoś taki trafi, to mu nosa utrzeć mogę.

Ja tu całe trzy tygodnie będę rządzić – no i basta!!!
Uważajcie więc panowie, bo ja jestem BABA Z MIASTA”.
Oj tak… Nie da się zaprzeczyć, że to BABA – z krwi i kości.
A do tego tak pyskata, że każdego w mig zezłości.

Na dodatek tak buńczuczna, że już szuka jakiejś zwady.
Awantura – to jej żywioł… Jej i pięciu nie da rady.
Pięciu – może by nie dało… Rady – tak czupurnej BABIE,
Ale – jeden się odważył… I wyciągnął do niej „grabie”.

Co ja mówię – „grabie”… Dłonie… Rzec by można wręcz – rączęta
I już zmiękła nasza BABA… Już jest cała uśmiechnięta.
I choć facet – mizerota… Niski… Chudy… I niezdara…
Już mu prawi komplementy… Już przymilić mu się stara.

Bo on – niby tak przypadkiem… Bąknął coś, że „bywa w świecie”,
Teraz zaś do Kraju wrócił… No i myśli – o kobiecie.
Myśli… Myśli… Nie zaprzeczę… Nie o jednej… Sami wiecie.
Jednak BABĘ tak omamił, że aż się do niego „gniecie”.

I już oczko mu posyła… I buziaczka mu serwuje
I już prosi „na pokoje”… Tam – koniaczkiem go częstuje.
Liczy przecież, że to ona… Będzie tą – której tak szuka.
Skoro to „światowy facet”…Będzie z niego „niezła sztuka”.

A on tyle świata widział, co za oknem swego domu,
Za to kobiet miał bez liku, choć nie chwalił się nikomu.
Miał – to może nie to słowo… Nie będę w szczegóły wnikał.
Wiem, że kiedy już je okradł… Szybko – jak kamfora – znikał.

One zostawały z płaczem, tak jak nasza – Z MIASTA – BABA.
Chciała poznać królewicza… Teraz – czuje się jak żaba.
Lecz płacz nic tu nie pomoże… Ani hardość, którą miała.
Dała skusić się na „kasę”… Teraz „goła” pozostała.





24 Września 2018
Poniedziałek
Imieniny obchodzą:
Gerard, Gerarda,
Gerhard, Maria,
Teodor, Tomir,
Uniegost
Do końca roku zostało 99 dni.
KAMIENIE
kamienie
pamiętają
nieustannie
przemawiają


.....WWW.....
Stronę założono 31.01.2006r.
Licznik odwiedzin
1845987
Ostatnio opublikowane
DRODZY CZYTELNICY
Z wielką radością
przyjmę każdą informację
o wykorzystaniu moich tekstów.

Zainteresowanych
nowościami na stronie
chętnie powiadomię.