header image
Start arrow Dlaczego ja arrow czerwiec 1999
3 czerwca 1999r. – czwartek (Boże Ciało)

Byłam dziś z „wizytacją” u Irki. Po drodze kupiłam flakonik z białymi stokrotkami.
- To na zaległe imieniny. Zdrówka i wszystkiego najlepszego – to były najszczersze życzenia, jakie dotychczas przyszło mi komukolwiek złożyć.
- Dzięki – uśmiechnęła się. - Zapomniałam, że były.
- Jasne, bo to było miesiąc temu. To ja zapomniałam. Sory.
A więc wszystko wróciło do normy. Irka rządzi. Pranie, sprzątanie, gotowanie, no i działka. Było o czym rozmawiać. Ale także byłam ciekawa, czy posunęły się sprawy z jej rentą. Choruje już ponad pół roku. Zwykle chorzy w takiej sytuacji otrzymują choćby roczną rentę chorobową .
- Irka. A co z twoją rentą? Nic nie mówisz na jej temat. Masz szansę otrzymania?
- Sprawa nie jest taka prosta. Trzeba pojechać do Białej. Ale to już Leszek tym się zajmuje. Ja na razie nie mam do tego głowy. Za rakowe leczenie nie płaci się z urzędu, więc nie jest tak tragicznie.
- No tak, ale oprócz leczenia jest przecież normalne życie. Tego nie dają za darmo. A ty teraz nie zarabiasz.
- Może zacznę, jak się skończy ta chemia.
Bardzo dobrze, że Irka myśli o powrocie do normalnego życia.
Że widmo śmierci już się oddaliło.
- A co u was w domu? - zapytała.
No tak. Rzeczywiście. Cały czas tylko rozmawiamy o niej. A przecież życie dookoła także się toczy. Próbowałam zebrać myśli.
- U nas? Teściowa zrobiła nam prezent na Dzień Matki. Złamała kręgosłup. Tak więc ja mam swoją chorą, czyli ciebie, a Andrzej ma swoją chorą, czyli matkę. I każde troszczy się o swojego chorego.
- A teść?
- A bo on potrafi coś innego robić oprócz księgowania? Andrzej z Daną chodzą koło matki. Kupili jej gorset. I tak sobie jakoś radzi. Złamanie kompensacyjne, czyli siadł kręgosłup na kilka centymetrów w dół. Zrobiła się niższa jakby, a była taka przystojna.
- Zobacz, że życie nie może być normalne – Irka zamyśliła się na chwilę.

To były bardzo normalne, tradycyjne odwiedziny.
Jeszcze tylko seans o 22-giej. Irce już nie przypominam. Nie chcę wiedzieć, że może nie „praktykuje”.


10 czerwca 1999r. -czwartek



No to siostra rozkręciła mi się na dobre. Oby tak dalej.
Seanse o 22-giej. Codziennie.


13 czerwca 1999r. - niedziela

Oczywiście Irka na działce. Działka, działka, działka. Codziennie działka. Nawet nie ma kiedy pogadać.


15 czerwca 1999r. - wtorek

Udało mi się. Zadzwoniłam późnym wieczorem. Irka odebrała telefon.
- Fruwasz, bo cię nie ma.
- Codziennie po pracy Leszek zawozi mnie na działkę. Muszę podgonić robotę.
- Tylko się nie przepracuj. I uważaj, żebyś się nie spociła, nie zaziębiła.
- No przecież, że uważam. Wybieram się nad Bug. Może pojedziemy z Małgosią. Jest już po maturze. Ma wolne. Pomieszkamy trochę na swoim. Trochę popracujemy w naszym ogrodzie. Posadzimy włoszczyznę, żeby była na wakacje, jak pojedziemy na dłuższy urlop.

Miło się słuchało, że ma plany. No tak. Jeszcze tylko jedna chemia na początku lipca i rzeczywiście do października mogą siedzieć na swoich włościach.
Rodzice przepisując gospodarkę, za namową Haliny, swój dom i ogród zapisali na Irkę. Ja byłam przeciwna. Uważałam, że dom z ogrodem powinna mieć Halina. W końcu najstarsza. Najbardziej dyspozycyjna, bo nie założyła swojej rodziny. Więc opieka jakby siłą rzeczy samej spadła na nią. A my we dwie, jako siostry bliźniaczki powinnyśmy dostać „po równo”. Jednak Halina uważała, że tam gdzie jest dom potrzebny jest i gospodarz – mężczyzna. A Leszek potrafił w gospodarstwie zrobić wszystko. Ponadto był wolny od zobowiązań synowskich. Ja natomiast mieszkałam u teściów. Więc już mieliśmy „na stanie” rodziców. Jednak stało się, jak się stało. Dopóki żył ojciec przyjeżdżała do nich rzadziej, ale jak ojciec umarł to zajęła się matką bardziej. Na początku to jakoś się to kręciło. Z czasem jednak okazało się, że miałam rację. Irka z Haliną się poróżniły. Przestały się odwiedzać. Unikały siebie.
Nawet przestały ze sobą rozmawiać. Jak Irka miała jechać „do siebie” na wieś, Halina musiała siedzieć w Warszawie. Źle by było, gdyby się spotkały. Nawet po pogrzebie ojca Irce się spieszyło, że nie mogła zostać. Nie zauważyłam, aby ze sobą rozmawiały. Teraz, kiedy Irka jest chora, Halina nawet nie okazuje dla niej współczucia. Niestety, nic na to nie mogę poradzić. Obydwie od zawsze wiedziały lepiej ode mnie.


18 czerwca 1999r. - piątek

- Właśnie wróciliśmy ze wsi – Irka zakomunikowała do słuchawki.
- No to jak się jechało? - ciekawa byłam jej podróży.
- Trochę mnie mdliło, ale jak się przesiadłam do przodu, to już było lepiej.
- A co u mamusi?
- Oczywiście krowy, owce i psy. Jej się wydaje, że jest jeszcze młoda. 74 lata skończyła, a zachowuje się jakby miała co najwyżej 50. Całą swoją emeryturę wydaje na gospodarstwo i na sądy. A mogłaby żyć jak królewna z taką emeryturą. Po ojcu ma wysoką, a jak na wieś to nawet bardzo wysoką. Matka przecież nigdzie nie jeździ, na nic takiego, oprócz jedzenia nie wydaje. Do lekarzy nie chodzi, bo ich nie uznaje. Ale to na pewno Halina nią tak kieruje, żeby korzystać z jej emerytury. Narobiła sobie długów, a teraz matka za nią musi spłacać. Bo ileż kosztuje ten kawałek boczku, czy słoniny, co przywozi ofoliowane z makro, żeby taniej. Nawet na porządną lodówkę ich nie stać. A ja muszę płacić podatki i jeszcze nie wiadomo co będzie z moją rentą.
- No właśnie. Co z twoją rentą? - przerwałam jej „oskarżycielską mowę”.
- Byliśmy z Leszkiem w Białej. Złożyłam dokumenty. No i muszę czekać na odpowiedź. Pewnie nie raz jeszcze trzeba będzie jeździć.
- Może się uda.
- Następnym razem jak pojadę, to pomaluję dom, bo od mojego wesela to ściany pędzla nie widziały. Tak tam Halina zarządza. Nic nie potrafi zrobić. No, ale ja ją powoli stamtąd wyeksmituję.
- Pokąd mamusia żyje, ma prawo do niej przyjeżdżać i nic jej nie zrobisz. Poza tym to jednak ona jest tam częściej niż my. Może więc na razie nie rób niepotrzebnego szumu. Masz działkę w Grodzisku, masz co robić. Poza tym blisko. Możesz być nawet codziennie - próbowałam Irkę wyhamować. Wyraźnie zdrowieje i zaczyna przestawiać góry.
- A co z twoja teściową ? - przypomniała sobie, że jeszcze mamy jedną chorą.
- Andrzej jest na urlopie, to się nią opiekuje. Jakoś sobie radzimy.
- To aż musiał wziąć urlop? Nie teść?
- A no nie. Andrzej już kończy pracę w swoich zakładach. Jest na wymówieniu. Teraz wybiera urlop. Od lipca będzie mi pomagał w sklepie na stałe. Przejdzie na KRUS. I jakoś tam będziemy sobie radzili.
- No to będzie biedniej.
- Co zrobić. Zakłady się rozleciały. Ludzie są zwalniani. Andrzej, jako że kiedyś należał do partii, to zwolnili go w pierwszej kolejności. Dobrze, że mamy sklep. Mnie będzie lżej, bo bywa że nawet nie ma kiedy sie wysikać, a co dopiero wypić spokojnie herbatę. Ktoś musi być za ladą non stop. Jak to w sklepie. Praca może nie jest trudna, ale wymagająca.
- W Ursusie też nie jest za ciekawie, ale Leszek jakoś tam się trzyma. Może go nie zwolnią. Nie należał do partii.
- Teraz rządzi Solidarność. A co z tego wyjdzie, to zobaczymy. Czas pokaże. Może nie będzie tak źle.
No to sobie porozmawiałyśmy. O polityce także.

Dziś seansu Irce nie robiłam. Mieliśmy wieczorne wyjście i wróciliśmy później.


22 czerwca 1999r. - wtorek

Irka jest po kolejnej chemii – szóstej. Niewiele dowiedziałam się od Małgosi. Tyle, że markery 4 – 9. A więc na zadowalającym poziomie. Podobno każdy z nas ma w sobie markery rakowe. Rzecz tylko w tym, żeby nie uaktywniły się.


26 czerwca 1999r. - sobota

- Cześć, ciociu – odezwała się Małgosia na straży telefonicznej.
- Jak tam wasza chora? - zapytałam, jakbym sie spodziewała samych dobrych wiadomości.
- Dochodzi do siebie. Ale tym razem lepiej się czuje niż przy poprzednich chemiach.
- Zaprawiła się – zażartowałam. - Zadzwonię po niedzieli. No, chyba że mamusia zadzwoni do mnie sama. Tylko wieczorem, jak już zamknę swój sklep. Tymczasem pozdrów ją ode mnie.
- Pozdrowię. Pa.




16 Grudnia 2018
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Adelajda, Ado,
Albina, Alina,
Ananiasz, Bean,
Zdzisława
Do końca roku zostało 16 dni.
KAMIENIE
kamienie
pamiętają
nieustannie
przemawiają


.....WWW.....
Stronę założono 31.01.2006r.
Licznik odwiedzin
1985485
Ostatnio opublikowane
DRODZY CZYTELNICY
Z wielką radością
przyjmę każdą informację
o wykorzystaniu moich tekstów.

Zainteresowanych
nowościami na stronie
chętnie powiadomię.