header image
Start arrow Dlaczego ja arrow listopad 1998
18 listopada 1998r. – środa

Jeszcze spałam, gdy zadzwonił telefon. Niespokojnie zabiło mi serce. O tak rannej porze dzwonią tylko telefony ze złymi wiadomościami. Ze strachem podniosłam słuchawkę.
Dzwonił Leszek, mąż Irki.
- Irenka prosiła, żebym ciebie powiadomił, że jest w szpitalu.
- Co się stało?
- W ciągu nocy strasznie spuchł jej brzuch. Wezwaliśmy pogotowie. Zabrało ją od razu na oddział chirurgiczny. Prawdopodobnie czeka ją operacja. Na razie robią badania. Mam jej zawieźć trochę kosmetyków . Jak będę coś więcej wiedział zaraz zadzwonię. O której otwierasz sklep?
- O ósmej. Czy można do niej dzwonić?
- Chyba nie. Dam ci znać.

Z niecierpliwością czekałam na następny telefon.
Leszek zadzwonił dopiero po południu.
- Irenkę przenieśli na oddział ginekologiczny. Akurat na chirurgii znalazł się ginekolog, który znał Irenkę. Był on przy porodzie Michałka i Małgosi. Zapytał ją co się stało, że trafiła na chirurgię. Opowiedziała mu, gdzie ją boli. Kazał na swoją odpowiedzialność natychmiast zawieźć ją na oddział ginekologiczny. Tam zaraz jej podłączyli sączek i wypompowali wodę z brzucha. Od razu poczuła się lepiej.
- Czy jest wstępne rozpoznanie?
- Podejrzewają przydatki. Mają już USG narządów rodnych.
- Może chciałaby ze mną porozmawiać telefonicznie.
- Zapytam.
- Zadzwonię do niej jutro o dziewiątej. Niech będzie w pobliżu.


19 listopada 1998r. – czwartek

Nie miałam pojęcia na co mogła zachorować.
Zawsze uważała, że umie o siebie zadbać. Nie paliła papierosów, nie akceptowała alkoholu (nawet piwa). Świetnie gotowała. Lubiła porządek. Miała także hobby – pisanie wierszy, haftowanie i malowanie obrazów. Jeździła na wczasy. Jeśli na cokolwiek narzekała, to tylko na korzonki. Z resztą leczyła je w przychodni lekarskiej od bardzo wielu lat, więc była pod ciągłą kontrolą. Nagle przydatki?
Gdy zadzwoniłam do szpitala, była w pobliżu.
- USG wykazało, zmiany w przydatkach – mówiła bardzo zmęczona. - Muszę jednak mieć operację – dodała.
- Masz już wyznaczony termin?
- Nie. Trzeba jeszcze wykonać jakieś badania, które ileś tam kosztują. Prywatnie zrobią od ręki. Na ubezpieczalnię - trzeba długo czekać. Może miesiąc. Może dłużej. Leszek załatwia pożyczkę.
- Czy już coś ci robili?
- Wypompowali wodę z brzucha. Ale ona cały czas nachodzi i nie można odłączyć sączka. Muszę już wracać, bo ma być obchód. Wyszłam tylko do telefonu.
- Powiedz Leszkowi, żeby do mnie zadzwonił.
- Tylko nie mów nic matce – dodała na koniec.

Leszek zadzwonił dopiero wieczorem. Uzgodniliśmy, że pieniądze prześlę pocztą - jutro. On wcześniej poinformuje swoją pocztę, że czeka na przekaz. I jak pieniądze nadejdą, to żeby go telefonicznie powiadomili. Jak je odbierze - da znać.


20 listopada 1998 r. – piątek

A jednak tak szybko poczta nie działa, jakbyśmy sobie wyobrazili. Cały dzień Leszek nie dzwonił, a jutro sobota,
poczta może nie być czynna.


26 listopada 1998r. – czwartek

Dopiero dziś zakończono Irce badania potrzebne do operacji. Za wszystkie trzeba było płacić gotówką. Jak za papier toaletowy, albo perfumy. Nawet sobie nie wyobrażaliśmy (ani ja, ani Leszek), że badania to studnia bez dna. Wybraliśmy tylko te najważniejsze. Dobrze, że Leszkowi udało się załatwić pożyczkę. Nie chcę myśleć, co by było, gdybyśmy nie zorganizowali potrzebnej gotówki.
Jutro ma odbyć się operacja i może nareszcie skończy się ten koszmar.


27 listopada 1998 r. – piątek

Dzwonił Leszek. Chciał się poradzić odnośnie pielęgniarki.
Tłumaczył się, że Małgosia i Michałek starają się być przy matce jak najdłużej, on też, ale po operacji może być potrzebna pomoc fachowa.
- Za nocny dyżur trzeba zapłacić ze 100 zł – wyczuwałam wielkie zmartwienie w jego głosie.
- Ustal z pielęgniarką godziny dyżurów, a ja pokryję koszty.
- Oddam ci.
- Tylko zadzwoń, jak już będzie po operacji – przerwałam mu zakłopotanie. Przecież wiem, że zawsze brakowało im pieniędzy, co dopiero teraz.
To były chyba najdłuższe godziny w moim życiu.
Leszek zadzwonił dopiero wieczorem.
- Na razie wiem tylko tyle, że Irence wycięto obydwa jajniki i pobrano wycinki do badania histopatologicznego. Wynik ma być za dwa tygodnie. Podejrzewają raka jajników – informował smutnym głosem.
- Czy wiesz coś więcej o samej operacji.
- Tylko tyle, że lekarze musieli sami podjąć decyzję o zakresie operacji.
- Nie rozumiem?
- Chodziło o wycięcie macicy. Irenka była już pod narkozą, a mnie nie było w pobliżu. Zdecydowali sami, że jednak ją (macicę) zostawią.
- Jak długo będzie w szpitalu?
- Pewnie ze dwa tygodnie. Irenka prosiła, żeby na razie nic nie mówić mamie. Jak będzie po wszystkim – sama zadzwoni.
- A jak mamusia zadzwoni pierwsza i zapyta: co słychać, to będziemy ukrywali co się stało?


29 listopada 1998 r. – niedziela

Jestem rozżalona. Dzwoniła mamusia. Spodziewałam się, że zapyta „co słychać” , że może powiem jej o Irce, ale ona znowu zaczęła od „miedzy”. Piąty rok o „miedzy”. I o tym jaki się toczy sprawa w sądzie. Rozumiem ją. W końcu jej chodzi o swoją część ojcowizny. Ale tym razem nie miałam cierpliwości wysłuchiwać jej skarg, że sąd niesprawiedliwie przyznawał rację drugiej stronie.
- Halinka złożyła odwołanie – oznajmiła pewna siebie.
- Spróbujcie mnie i Irki dalej nie angażować w tę sprawę – poprosiłam spokojnie.
- Właśnie do was dzwonię, żeby uprzedzić, że sąd chce wysłuchać waszych zeznań osobiście. Już dzwoniłam do Irenki, ale u niej nikt nie podnosił słuchawki. Pewnie gdzieś wyjechali. Może zadzwoni do ciebie, to powiedz jej, że do niej dzwoniłam. I przekaż jej o tym zeznaniu.
- Mamo! Nigdzie nie będziemy jeździć. Ja nie zamknę sklepu na dwa dni, bo będzie to mnie więcej kosztowało, niż ten 4-metrowy pasek ziemi. Irka też nigdzie nie pojedzie. Halina, jako nasza rodzona siostra, otrzymała po to od nas upoważnienia, aby nas reprezentować według swojej wiedzy. I niech te upoważnienia wam wystarczą – odcięłam się zdecydowanie od sprawy. Może nawet i za bardzo, ale poniosło mnie to ponowne przesłuchanie.
- Walu, nie denerwuj się. Halinka załatwiła, że będziecie przesłuchiwane w miejscu swojego zamieszkania. Nie musicie nigdzie jeździć – uspakajała mnie. – Tylko nie zapomnij przekazać Irence – dokończyła.
- Mamo – zaczęłam. – Muszę ci coś powiedzieć. I nie wiem od czego zacząć. Irka leży w szpitalu. Miała operację. Wycieli jej jajniki. Jest podejrzenie, że ma raka – rozpłakałam się w słuchawkę.
- Co ty, Walu. To dlatego nie odbierała telefonu. Będę się za nią modlić.
- Tak, Mamo. Trzeba nam się za nią się modlić. Ale potrzeba też będzie pieniędzy.
- Ja ich nie mam, bo wszystko idzie na ten sąd.
Zakończyłyśmy rozmowę.

Wieczorem zadzwonił Leszek poinformować mnie, że dzwoniła mamusia. Pytała go o Irkę,. Ale też mówiła o konieczności przesłuchania w sprawie „miedzy”.
- Wyjaśniłeś jej, że to niemożliwe?
- Tak. Mam przesłać jakieś zaświadczenie, że jest w szpitalu.
- Pytała, czy potrzebujesz pieniędzy?
- Pytała. Ale powiedziałem jej, że jakoś sobie radzimy. Widać była zadowolona z mojej odpowiedzi, bo zaraz dodała, że ona teraz nie ma pieniędzy, bo wszystkie idą na te sądy. Ale powiedziała też, żeby nie bardzo wierzyć lekarzom. Bo to tylko wyciągają z człowieka pieniądze, a czasem domowe sposoby są lepsze. Nie dyskutowałem z nią. Dobrze, że jej powiedziałaś o Irence.
 



20 Lipca 2018
Piątek
Imieniny obchodzą:
Czesław, Czech,
Czechasz, Czechoń,
Eliasz, Heliasz,
Hieronim, Leon,
Małgorzata, Paweł,
Sewera
Do końca roku zostało 165 dni.
KAMIENIE
kamienie
pamiętają
nieustannie
przemawiają


.....WWW.....
Stronę założono 31.01.2006r.
Licznik odwiedzin
1739703
Ostatnio opublikowane
DRODZY CZYTELNICY
Z wielką radością
przyjmę każdą informację
o wykorzystaniu moich tekstów.

Zainteresowanych
nowościami na stronie
chętnie powiadomię.